Światowa gospodarka ciągle walczy ze skutkami ostatniego kryzysu finansowego, tymczasem na horyzoncie pojawia się widmo kolejnego. Jak podała w czerwcu agencja Fitch, chiński system bankowy jest „bańką bez precedensu we współczesnej historii”. Bańką, która grozi pęknięciem.

Spada płynność i rosną stopy kredytów na rynku międzybankowym Państwa Środka. Inwestorzy obawiają się natomiast, że chiński bank centralny nie podejmuje stosownych kroków przeciwko tym negatywnym zjawiskom. A wszystko to odbija się na cenach chińskich akcji.

Stabilność systemu finansowego, a bankowego w szczególności, jest warunkiem koniecznym dla zrównoważonego wzrostu gospodarczego. Niedawno Bank Światowy obniżył prognozę wzrostu dla Chin z 8,4% do 7,7% w 2013 roku, a analitycy przewidują, iż tendencja spadkowa utrzyma się. W wydanym w ubiegłym tygodniu oświadczeniu komisja nadzorująca banki zapewniła, że chiński system bankowy jest stabilny, natomiast instytucje posiadają wystarczającą płynność finansową. Stanowisko komisji zostało ogłoszone po tym, jak obawy inwestorów przed kolejną bańką doprowadziły chińskie akcje do poziomu najniższego od 4,5 roku.

Chiny starają się narzucić bankom większą dyscyplinę, gdyż istnieje ryzyko, że zbyt duża dostępność kredytów i późniejsze trudności z ich spłatą mogą zaszkodzić gospodarce. Shang Fulin, szef nadzoru bankowego zapewnił w miniony piątek, że banki posiadają rezerwy gotówkowe rzędu ok. 244 mld dolarów. To kwota ponad dwukrotnie wyższa od potrzebnej. Dodał również, że stwierdzono pewne naruszenia przepisów dotyczących udzielania kredytów na kwotę 28,4 mld juanów.

Tempo rozwoju chińskiej gospodarki spada, a zawirowania związane z ryzykiem niestabilności systemu bankowego na pewno nie przyczyniają się do optymizmu inwestorów. Ekonomiści przekonują, że konieczne jest przeprowadzenie wielu trudnych, odkładanych przez dziesięciolecia reform, które uchronią Państwo Środka, a także gospodarkę światową, przed kolejnym kryzysem.