W wielu krajach na świecie banany należą do najtańszych owoców dostępnych na rynku. Trudno więc uwierzyć, że są takie miejsca, gdzie banany są jednym z najchętniej przemycanych towarów, a wartość szmuglowanych owoców przekracza 1,2 miliarda dolarów rocznie. Dziennikarze BBC zamieścili ciekawy reportaż właśnie z takiego miejsca, a pikanterii sprawie dodaje fakt, że kraj o którym mowa leży w … Afryce.

Okazuje się, że Tunezja jest krajem, który choć leży na Czarnym Lądzie, a więc ojczyźnie bananów, ma jedne z najwyższych cen tych owoców na świecie. W Tunisie banany są o 30% droższe niż w Londynie, a lokalny popyt zaspokajany jest w dużej mierze poprzez przemyt z Algierii i Libii. Warto zauważyć, że żadne z tych państw nie jest producentem tych owoców, a mimo tego przemycane z Algierii banany są dwa razy tańsze, niż te legalnie importowane do Tunezji. Jaka jest tego przyczyna? Jak łatwo się domyślić, chodzi o ogromne cło jakim w Tunezji obłożony jest import bananów. Wynosi ono 36%, a na domiar złego tylko nieliczne firmy posiadają koncesje na import tych owoców. Podobna sytuacja występuje na rynku kawy. Również w tym przypadku wysokie cła powodują, że cena filiżanki kawy w zwykłej kawiarni w Tunisie jest porównywalna do cen w ekskluzywnych kawiarniach Paryża czy Londynu.

Sytuacja na rynku bananów i kawy jak w soczewce pokazuje z jakimi problemami boryka się obecnie gospodarka Tunezji. Trzy lata po obaleniu dyktatora Ben Aliego, w kraju widoczny jest ogromny postęp w sferze politycznej, a procesy demokratyzacji postępują bardzo szybko. Niestety, w sferze gospodarczej dziedzictwo starego reżimu jest wciąż bardzo dobrze widoczne. Funkcjonariusze aparatu władzy i zaprzyjaźnieni z nimi biznesmeni stworzyli w czasach dyktatury oligarchiczny system, gdzie prawo stanowiono pod kątem zapewnienia przywilejów wąskiej grupie beneficjentów. Po upadku dyktatury system ten przetrwał dzięki zgromadzonemu kapitałowi i obecnie trwa proces, w ramach którego funkcjonariusze starego systemu stają się biznesmenami, monopolizując dzięki posiadanym kontaktom całe dziedziny gospodarki. Zdaniem wielu ekonomistów, grupa ta jest na tyle silna i wpływowa, że Tunezji grozi powstanie czegoś na kształt kapitalizmu klienckiego, gdzie potężne grupy nacisku będą realizować swoje interesy kosztem państwa i ogółu społeczeństwa. Diagnozę taką postawił m. in. Jean–Luc Bernasconi z Banku Światowego, który z ramienia tej instytucji odpowiedzialny jest za monitorowanie sytuacji w Tunezji.

Zwykli Tunezyjczycy także nie mają wątpliwości, że jeśli kraj nie będzie zdolny do podjęcia reform, szczególnie w sektorze finansowym, to przyszłość rysuje się raczej w czarnych barwach. Nadzieją na przełom dla wielu Tunezyjczyków są wybory prezydenckie, których pierwsza tura odbyła się w listopadzie. Faworytem w nich jest umiarkowany świecki polityk Bedżi Kaid Essebsi, który zapowiedział uspokojenie sytuacji gospodarczej w kraju.

http://www.bbc.com/news/business-30277009